Felieton
fruh.pl · o tradingu

Owoc pierwszej wygranej

o rynku, naiwności i słodyczy, która uzależnia

Człowiek, który wchodzi na rynek bez wiedzy i doświadczenia, jest nikim. Po drugiej stronie ekranu nie siedzi „rynek" — siedzą zawodowcy, którzy żyją z transferu pieniędzy od nieprzygotowanych. A statystyka jest bezlitosna: spośród tych, którzy wytrwają dość długo, by liczby przemówiły, traci niemal każdy.

Rynek nie zabija jednak od razu — gdyby szans nie było wcale, nikt by nie wrócił. Zabija subtelniej: daje wygraną na początku.

Pierwsza wygrana to najsłodszy i najbardziej trujący owoc, jaki rynek potrafi zaoferować.

Wygrana rodzi przekonanie o własnym talencie, przegrana — potrzebę odegrania się. Nie istnieje gałąź, która ratuje: oba sznury prowadzą z powrotem do stołu. To schemat zmiennych wzmocnień, ten sam, na którym zbudowane są automaty hazardowe. A odejść po dwóch, trzech transakcjach umie tylko człowiek z dyscypliną — czyli dokładnie ten, który nie musiałby uciekać.

Dlatego jedyną drogą, jaka komukolwiek się powiodła, jest usunięcie z równania najsłabszego ogniwa: człowieka za klawiaturą. Reguły zapisane, zanim rynek się otworzy. System, który nie ma emocji, bo nie ma serca.

Rynek karmi się owocami, które zrywają niecierpliwi. Frucht — owoc — jest słodki. Ale mądry ogrodnik wie, że nie o słodycz chodzi, lecz o to, by wiedzieć, kiedy nie sięgać.

Centrum tradingu → pełny tekst → /otradingu Enter ↵